Ograniczyła się do następujących uwag, skierowanych przeciwko Kautsky’emu: …To ?najlepsze? państwo narodowe jest tylko abstrakcją, dającą się łatwo rozwinąć i obronić teoretycznie, lecz nie odpowiadającą rzeczywistości? (?Przegląd Socjal-Demokratyczny?, 1908, Nr 6, str. 499). I na potwierdzenie tego stanowczego oświadczenia następują rozważania, że rozwój wielkich mocarstw kapitalistycznych i imperializm czynią złudnym “prawo do samookreślenia” drobnych narodów, c Czyż można na serio mówić ? woła Róża Luksemburg ? o “stanowieniu o sobie” niezawisłych formalnie Czarnogórców, Bułgarów, Rumunów, Serbów, Greków, poniekąd nawet Szwajcarów, których niezawisłość sama jest produktem walk politycznych i gry dyplomatycznej “koncertu europejskiego” “?! (str. 500). Najbardziej odpowiada warunkom “nie państwo narodowe, jak przypuszcza Kautsky, lecz państwo zaborcze”. Po czym następuje kilkadziesiąt cyfr o wielkości kolonii, należących do Anglii, Francji itd. Czytając tego rodzaju rozważania, nie podobna oprzeć się zdumieniu na widok zdolności autorki do niezrozumienia, co ma jedno do drugiego! Pouczać, z poważną miną, Kautsky’ego, że państwa drobne zależą ekonomicznie od wielkich; że między państwami burżuazyjnymi toczy się walka o grabieżczy podbój innych narodów; że istnieje imperializm i kolonie ? to jakieś śmieszne, dziecinne mędrkowanie, bo to wszystko nie ma absolutnie nic do rzeczy. Nie tylko drobne państwa, ale i Rosja np. całkowicie zależy ekonomicznie od potęgi imperialistycznego kapitału finansowego “bogatych” krajów burżuazyjnych. Nie tylko miniaturowe państwa bałkańskie, ale i Ameryka wieku XIX była pod względem ekonomicznym kolonią Europy, jak wskazał już Marks w “Kapitale”. Wszystko to jest, rzecz prosta, Kautsky’emu i każdemu marksiście doskonale wiadome, ale z zagadnieniem ruchów narodowych i państwa narodowego nie ma to absolutnie żadnego związku. Róża Luksemburg ? na miejsce kwestii politycznego samookreślenia narodów w społeczeństwie burżuazyjnym, ich samodzielności państwowej ? podsunęła kwestię ich samodzielności i niezależności ekonomicznej. Jest to równie mądre, jak to, gdy człowiek, rozważający programowy postulat suwerenności parlamentu, czyli zgromadzenia przedstawicieli ludu, w państwie burżuazyjnym, zaczyna wykładać swe najzupełniej słuszne przeświadczenie, że przy wszelakich urządzeniach w kraju burżuazyjnym suwerenność należy do wielkiego kapitału. Nie ulega wątpliwości, że większa część Azji, najbardziej zaludnionej części świata, znajduje się w sytuacji bądź kolonii “wielkich mocarstw”, bądź państw, w najwyższym stopniu zależnych i uciśnionych pod względem narodowym.